już na powitanie
podano mi z saturatora
ocet i
poczęstowano świstem pejcza
wraz z innymi w pocie czoła
budowaliśmy coraz to większe
piramidy
by zadośćuczynić wielkomałym
za czyje grzechy miałbym znosić takie poniżenie
pomyślałem
jestem przecież wolnym człowiekiem
i sam sobie wyznaczam odpowiednie role
niech inni korzystają z dobrodziejstw bezcelu
postanowiłem więc jeszcze raz uciec ale
w ostateczność
na oślep i bez biletu
odjechałem pierwszym lepszym
pociągiem
wyrzucono mnie oczywiście
bez żadnych środków do
życia nad zapłakanym morzem
i
ponowna decyzja - powrót
bo w grupie łatwiej
przetrwać
odwróciłem się i w zachodzącym słońcu
ujrzałem pędzące tumany
piasek moje miasto dworzec pociąg
rozpłakałem sie jak bezradne niemowlę
a na ironię losu rozbiegani po pustyni handlarze wołali
cytrynada w woreczkach!
niestety nie miałem już sił by rozewrzeć
zamurowane gorącym
piaskiem
usta